Nienawidzę siebie - o ironio,
Nie liczę już który to raz piszę te słowa
Ale za każdym razem, uwierz
Pisze mi się je coraz łatwiej.
Mam dość już pięknych ludzi,
Którzy potrafią tylko słodzić
- widzieć we mnie więcej, niż jest
I ryć się z pomocą, choć jej nie chce.
Wszystko to jeden wielki fałsz,
Bym mogła się otworzyć
I zrobić z siebie bardzo łatwy cel,
Byś mógł strzelić we mnie z pistoletu.
Zrobiłeś to raz - należało mi się,
Ale kolejnego razu nie wytrzymam
I już nawet nie chcę, bo byłam dla ciebie
A ty mnie wyrzuciłeś jak szmatę.
Szmatę, którą dzień wcześniej użyłeś.